Efekt oszronionych gałęzi powoli znika (na S znikł zupełnie, ale tu jest zawsze obrzydliwie), ale o 7:30 park był bajkowo polukrowany. Ze ściśniętym i skręconym w środku (jak zawsze o tej porze) brzuchem olałam łapanie aparatu, czy komórki, tak więc pierwsze białe drzewo tego sezonu zostało nieudokumentowane. Za to droga do kary dziś bardzo przyjemna, bo pusty autobus i te szpalery mrożonych gałęzi, a na nich mgła.
W listopadzie najbardziej podobają mi się nagie drzewa, które tak wrażliwej na piękno osobie, jaką jestem, przywodzą na myśl czasy dzieciństwa, czyli tak naprawdę banknot o nominale 10 000 zł...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz